Topaz

Nasz seter szkocki, Topaz, to była istna torpeda. Wszędzie go było pełno. Na spacerach musiał się przywitać ze wszystkimi dziećmi, a te i ich mamy nie były tym zachwycone. Uczył latać kaczki, gołębie. Każda woda była jego. 
Z wiekiem trochę się uspokoił (dzieci najszybciej mu zobojętniały). Ale i tak czasami na spacerach nie przyznawaliśmy się do Topaza. Ale on do nas tak :) 
 
Topaz był indywidualistą. Czasami ganiał się z innymi psami. Ale wolał biegać swoimi ścieżkami. Znikał, ale się pilnował, sam przybiegał i sprawdzał czy wszyscy jesteśmy i biegł dalej.
Jak szedł na smyczy, zawsze równał do wózka. Nie mógł iść za Maćkiem. Musiał być obok.
 
 
W wieku 10 lat Topaz złapał zainfekowanego kleszcza i miał babeszjozę. Stan psa był krytyczny. Leżała taka dentka na podłodze. Obracaliśmy go z jednego boku na drugi, żeby nie miał odleżyn. Przykrywaliśmy kocem, żeby nie tracił energii na grzanie siebie tylko na zdrowienie. Woziliśmy go do weterynarza na kroplówki itd. Dawałam mu jedzenie strzykawką do pyska. Topaz bardzo powoli wracał do życia. Wielką radość przeżyłam, jak rano coś dotknęło mojej ręki. Okazało się, że Topaz poczuł się na tyle dobrze, że wstał i polizał mnie w rękę :) Od tej pory było co raz lepiej.
I znowu zaczęły się wspólne spacery, wyjazdy i różne inne wariactwa.
 
Topaz od małego prawie wszędzie z nami jeździł. Był na Mazurach, w górach (zarówno w zimie jak i latem), nad morzem. Uwielbiał biegać po polach, lasami też nie gardził.
Kochał wodę (każda woda czy sadzawka była jego). Ale łódką i pontonem pływał tylko kilka razy. Zawsze bardziej interesowała go woda. Aż pewnego dnia tak wychylał się z pontonu, że wpadł do wody. Był na smyczy, dociągnął nas do brzegu. Ale to był koniec jego pływania łódką czy pontonem.
Dwa lata temu kupiliśmy łódkę na wiosła - to nawet nie chciał do niej wejść, bardziej interesował go kolorowy kapok.
 
Topaz uwielbiał jazdę samochodem. Zawsze był pierwszy w samochodzie. Prawdopodobnie kojarzyło mu się to z jakimiś fajnymi wyjazdami. Albo po prostu bał się, żebyśmy go nie zostawili :)